
O co chodzi? Jakimś cudem na przestrzeni tylu dni zrównała się ilość sprzedających i kupujących mimo dużych zmian w cenie? Czy może wśród ulicy skończyli się kupujący? Wszyscy załadowali oporowo i trzymają hodl na 100k+, nikt nie dołącza? Jeśli tak, to zegar do katastrofy chyba zaraz skończy tykać, bo nie ma wzrostów bez popytu, nomen omen historycznie popularny schemat pękania baniek - pewnego dnia nagle już przed kasą nie ma kolejki... W zasadzie jest to komplementarny puzel do mojej układanki "gruby się sprzedał, ulica ubrana po pachy".
Można by przyjąć wariant alternatywny - ulica straciła zainteresowanie. Tylko co z tego, skoro już wszyscy fryzjerzy i tak siedzą w crypto. Jakbym miał wnioskować po samym tym rysunku, to IMO tak czy inaczej przed nami tylko zjazd, z poprzedzającym odbiciem lub bez.
