Uczestnicy rynku chcą zarabiać, ażeby to robić - czyli podejmować jakieś korzystne w przyszłości decyzje finansowe - słusznie kombinują tak, że chcą te swoje decyzje na czymś oprzeć (inaczej miałyby one charakter hazardu). No i tu zaczyna się cały cyrk. Analizy wykresu, porównywanie wykresów historycznych, analizy newsów, wczuwanie się w grubych, w plankton, dostarczycieli gotówki, media, banki, rządy i mnóstwo wyobrażeń na najróżniejsze tematy. Nie jest to złe, ale może być złe, gdy nie ma się świadomości, że większość tego, to takie "buble umysłowe", które tworzymy tylko po to, by uzasadnić jakoś decyzję, którą i tak chcemy podjąć (racjonalizacja gdy powodem gry jest chęć gry a nie wnioski z obserwacji), albo którą i tak już podjęliśmy (efekt potwierdzenia).
Przyjemniej jest być na rynku, gdzie ma się poczucie, że jakoś się go ogarnia, czyż nie?
Tymczasem ruchy ceny na giełdzie i ich źródło mają charakter efemeryczny, zmienny, nieokreślony, niestabilny. Raz faktycznie mamy reakcję na news, raz faktycznie interwencję grubego gracza czy ruch pod cenę na innym instrumencie (zakończenia kontraktów). Ale z powodu charakteru rynku, te "powody" ruchów są doraźne, czasowe, nie do końca jasne i raczej nie do udowodnienia. Dlatego osoby, które czują, że ogarniają rynek w ten czy inny sposób skazują się na wszystkie zalety i wszystkie wady danego podejścia, bo jako ludzie jesteśmy wychowani w świecie przyczynowo-skutkowym, w którym klocek zawsze zsunie się po nierówności jak go popchniemy. Tymczasem giełda to takie miejsce, gdzie klocek robi co chce, raz się zsunie, raz zacznie lewitować, raz zapadnie się czy strzeli nas w twarz.
To nie znaczy, że nie należy się trzymać żadnej ze swych metod "rozgryzienia" rynku, ale że warto traktować je z dystansem, po macoszemu - raz nam się przydadzą, innym razem nie.
Po drugie, należy za wszelką cenę unikać dwóch konstrukcji, jakie wcześniej podałem, czyli:
a) analizuję wykres/newsy/kombinuję jak mogę --> szukam uzasadnienia do podjęcia jakiejś decyzji, bo chcę grać,
b) analizuję --||-- --> by uzasadnić swoją pozycję (efekt potwierdzenia).
Prawidłowa droga powinna wyglądać tak:
c) analizuję --||-- --> wyciągam wnioski --> podejmuje decyzje tylko jeśli wnioski na nią wskazują.
Gram od dawna i czesto ulegam a) i b), a początkujący, którzy coś zarobili i chcą więcej, chyba ulegają temu stale, a niegranie okazuje się być egzotyczne. Jak trafią na hossę, to super, gorzej jak minie albo jak trafią na bessę i coś zarobią. Wtedy łatwo zacząć męczarnie - z samym sobą - choć wydaje się nam wtedy, że to z głupim rynkiem.
Co do debat w tym wątku, to postawiłbym hipotezę, że stanowczo za mało czytamy (zwróćcie uwagę, że piszę w 1. osobie, więc i o sobie) stare posty, stare analizy, a za bardzo koncentrujemy się na nowych. Jeśli ktoś pisze coś o perspektywie najbliższych tygodni czy miesięcy, często dopiero po czasie okazuje się, że na rynku dzieją się rzeczy, które mogą wskazywać, że dana analiza czy rozkminka nabiera dopiero wartości.
@Pleasek89, Tak więc ludzie kombinują jak tylko mogą. Zapierają się nogami i rękami, by nie wpaść tylko w szambo uświadomienia sobie niewiedzy, które jest pierwszą i największą cechą rynku (bo z nią nie da się grać, o tym potem). Uruchamiają wszelkie formy aktywności umysłowej, by wytworzyć mechanizmy dające zarówno i iluzję, zarówno i pomoce przy grze, po to, by stłumić tą przykrą świadomość nieodgadnioności przyszłości ceny. Niestety większość z nas woli uruchamiać nawet totalnie fantastyczne konstrukcje nt rynku niż nie mieć nic będąc na nim. Dlatego niektórzy będą do utraty tchu wymyślać historyjki o grubym, o sterowaniu rynkiem altami, o przepływach gotówki między btc a altami (to już nawet szkoda czasu komentować) czy o ścianach na orderbookach. Wszystko to to tylko upust wyobraźni, a jak czasem coś dobrze "przepowie", to i tak nie ma możliwości, by udowodnić faktyczny związek. Dlaczego ludzie tak postępują? Bo dać upust wyobraźni jest dużo łatwiej, niż np. rozsądnie stosować analizę techniczną. Jest to znacznie trudniejsze, ale zobaczmy, że analiza ma gdzieś czy kupuje gruby Mareczek, papież Ziomencjusz XII, Miss Universum czy Motomyszy z Marsa. Liczy się słupek wolumenu, ruch ceny, czyli konkretne dane liczbowe za którymi stoi podaż i popyt (a za nimi skumulowana psychologia graczy rynku). Takie dane wydają się jak dla mnie jednak dużo ciekawsze do zbadania niż wczuwanie się w opowieści co może zrobić gruby czy rząd, bankier itd.
Jednak całkowite odsunięcie się w stronę niewiedzy co do rynku, mimo, że epistemologicznie wyprowadzi nas z multum możliwych błędnych zdań, poprowadzi albo do niemożności uczestniczenia w rynku (bo nie oprzemy na niczym decyzji, skoro nie mamy pewności co do faktycznego wpływu x, y, z na zmianę ceny) albo będziemy uczestniczyli w nim na zasadzie hazardu.
Tragiczna sytuacja: nie da się ogarnąć rynku, ale pozostaje nam albo tego świadomość, która nie prowadzi do gry innej niż hazard, albo próbujemy jednak ogarnąć go mając tylko niepewne, iluzoryczne, efemeryczne metody, które nawet jeśli nam pomagają, to zazwyczaj nie możemy udowodnić faktycznego ich wpływu na cenę.
Ale jednak jakoś da się zarobić

Jest to ewidentnie forma Magii, by przy takich warunkach móc jednak regularnie na rynku zarabiać (czyli więcej zarabiać niż tracić w długim przedziale czasu, na tyle, by poświęcony czas i nerwy były subiektywnie dobrze wynagrodzone).
PS.
Postawiłbym nawet hipotezę, że zdania mające taką konstrukcję jak poniżej podam są głupotą i służą tylko wytworzeniu poczucia rozgryzienia nierozgryzalnego rynku. Można nimi uzasadnić wszystko, nawet sprzeczne zdania i zawsze wygląda to na racjonalne uzasadnienie.

Podmiot + orzeczenie (czynność + rozwinięcie wyobrażenia) -> "wniosek" nt rynku
Najczęściej:
Grubasy/bank/rząd/Janusze/instytucje + kupią/sprzedadzą/myślą/chcą//rozwinięcie -> więc bla bla bla ILE TO NIE WIM TERA O RYNKU
Szczególny przykład takich zdań, to zdania zaczynające się od kwantyfikatorów typu: każdy, nikt, wszyscy, zawsze, nigdy. Wszyscy wyprzedadzą to X. Nikt nie sprzeda to Y. Zawsze było siak, więc będzie Z. Itd. itd. Twierdzę, że takie zdania są zawsze fałszywe. Rynek to nie kilka osób, celi, interesików, sposobów myślenia na krzyż, by móc ogarnąć to takimi konstrukcjami. Jest to za duża grupa ludzi, celów, środków, sposobów myślenia, świadomości, wiedzy, by móc takie zdania układać. Wnioski z takich zdań, to najczęściej wnioski, które mamy w głowie wcześniej niż wymyślimy do nich obserwacje i związki. Bo tak wygląda tworzenie takich zdań - to wyobraźnia pracuje i fajno, ale giełda to raczej nie kraina fantazji.
Kłamałem, jest jedno zdanie z użyciem takiego kwantyfikatora jak wyżej, które będzie prawdziwe. Jest to zdanie "Każdy chce zarabiać" (a contrario: "Nikt nie chce tracić"). Ale cała reszta, zwłaszcza odnosząca sie do buy/sell czyli popytu i podaży, nie może być prawdziwa. Popyt i podaż nie mają kresu. Nie kończą się na subiektywnie absurdalnie wysokich czy niskich poziomach cenowych, bo mają za źródło, motor napędowy strach i chciwość, a oba te uczucia są w ludziach potencjalnie niekończone.